Jaki budżet do Parku Krugera?

Stado Antylop
Antylopy Impale nawet nie bały się nas, pozwoliły się zbliżyć na taką odległość.

Dobrze pamiętam moje pierwsze safari w Parku Krugera. Po około 5 latach pobytu w RPA, zacząłem podróżować po tym ciekawym kraju. W kwietniu jest dużo dni wolnych od pracy, postanowiliśmy więc pojechać do Parku Krugera. Naszą bazą wypadową był lodge w Nelspruit. Dziwne, ale na bramie do Krugera powiedziano nam że nie wpuszczane są prywatne samochody. Byliśmy zmuszeni do wykupienia safari samochodem 4X4 z profesjonalnym przewodnikiem.

Cena była bardzo wysoka, oczekiwaliśmy wiele i byliśmy zawiedzeni. Było zimno, padał deszcz, i bardzo nudno. Pomimo że było to moje pierwsze w życiu safari, wcale mnie cieszyło. Nie mogłem doczekać się końca. Takie nieudane safari sprawiło że przez wiele lat wierzyłem że Park Krugera nie zasługuje na swoją opinię. Jakże się myliłem. Często mówi się że Park Krugera jest popularny, ale nie dla osób dysponujących wielkim budżetem i oczekujących dużo akcji za swoje pieniądze.

Nie jest też mekką dla backpakersów, ani dla turystów przybywających tutaj na jeden dzień. Czy Park Krugera w pełni zasługuje na swoją renomę? Możliwości w Krugerze jest wiele, od kempingów w stylu kolonialnym dla turystów z wysokim budżetem po zwykłe pola namiotowe, nawet nie ogrodzone. Każdy może znaleźć tutaj coś dla siebie, pod warunkiem że przygotuje plan zwiedzania w oparciu o relacje innych, ze sprawdzonym przewodnikiem.

Wtedy safari nawet w niskim budżecie może być dużo ciekawsze niż to, przygotowane dla najbogatszych w prywatnych koncesjach na terenie Greater Kruger. Podaję tutaj dla porównania przykłady dwóch safari, pierwsze dla backpakersów, drugie dla osób dysponujących poważną kasą.

Piesza wycieczka w Parku Krugera

Nadszedł sezon maruli, pod drzewami w Skukuzie żółcą się gnijące owoce. Możesz zbierać ile tylko chcesz, mają cudowny zapach i podobno dużo alkoholu. Całe stada koczkodanów nie dają rady. Podobno zwierzęta mogą się upić takimi owocami, wydziałem to tylko na filmie. Koczkodany w Skukuzie zachowują się wzorowo, nie ma mowy o pijaństwie. Co najwyżej skaczą po dachach domów i ślizgają się po szybach samochodów, ale to normalne małpie zachowanie. Na dzisiejszy dzień planowaliśmy piesze safari pod opieką dwóch przewodników z Parku Krugera, bo tylko tacy ludzie mają pozwolenie na prowadzenie pieszych grup.

Zwykli śmiertelnicy, pod żadnym pozorem nie mogą wychodzić z pojazdu w Parku Krugera. Jesteśmy w drodze do innej rzeczywistości, jedziemy ponad godzinę od Skukuzy, do miejsca, gdzie nie ma już zgiełku samochodów, możemy tutaj nawiązać dialog z afrykańskim buszem. Pozostawiamy samochód, w cieniu wysokich drzew, obok niewielkiego jeziorka. Czas na szybkie szkolenie, poznajemy zasady zachowania bezpieczeństwa, czyli jak chodzić, jakie sygnały i okoliczności, kiedy strażnicy będą zmuszeni do strzelania. Rozglądam się uważnie, wygląda bezpiecznie, zwierząt nie widzimy, ale my jesteśmy widziani przez wszystkich. Jest to bardzo miłe miejsce, jedno z około 15 używanych na przemian, żeby nie niszczyć naturalnego środowiska, do pieszych wycieczek.

Pierwsze wrażenia są bardzo ciekawe, co prawda, czujesz się obserwowany, ale światła jest więcej, powietrze bogatsze, zauważasz detale, o których nie masz pojęcia w samochodzie. Po tej pierwszej chwili całkowitego zauroczenia nadeszło przebudzenie z tej euforii. Nagle poczułem strach, przypomniałem sobie że jakby nie było, jestem w środku królestwa lwa, gdzie przetrwać może silniejszy. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak całkowicie zaufać przewodnikom i robić dokładnie co powiedzą.

W odległości kilkudziesięciu metrów zauważyliśmy słonia. Przewodnik wytłumaczył nam że zwierzę nie wykazuje objawów zdenerwowania, możemy więc spokojnie obserwować go. Słoń jest ogromny, wzbudza wiele szacunku, na szczęście jest zajęty i nie zwraca na nas większej uwagi. Dopiero teraz zauważyłem że słoń zajęty był zbieraniem owoców marula. Najpierw potrząsał całym drzewem, zrywał z drzewa co się dało, potem trąbą podnosił z ziemi opadłe owoce. Zajęcie pracochłonne, słonie uwielbiają te kwaskowe owoce. W dalszym etapie naszej wycieczki zobaczyliśmy z daleka zebry, impale, nawet żyrafy. Za atrakcję dnia mogę uważać stado bawołów.

Dodam że bawoły, pomimo bliskiego pokrewieństwa do zwykłych krów, są uważane za bardzo niebezpieczne zwierzęta. Atakują bez ostrzeżenia, mogą stratować znajdujących się na ich drodze ludzi. Ze zdziwieniem odkryłem że bawoły boją się ludzi i na nasz widok powoli zmieniły swoją trasę żeby nas ominąć. Piesze zwiedzanie królestwa Wielkiej Piątki nasunęło mi kilka refleksji, poczułem nagle ducha prawdziwej Afryki. Takiego odczucia nie doświadczysz z samochodu 4X4.


Okazje i nowinki do Twojej skrzynki