Durban - RPA

Durban to tygiel dominującej kultury Zulu i tradycji orientalnych pochodzących od przeważającej tutaj społeczności pochodzenia indyjskiego.

Durban w RPA

Durban, stadion Moses Mabhida

Na pierwszym planie stadion z mistrzostw świata 2010 roku. Przewodnicy są zdania że znajduje się tam najwyższa na świecie huśtawka. Możliwe są wyjazdy na szczyt stadionu, by z góry podziwiać panoramę Durbanu.

Czego się napijesz? Zapytał mnie Zuluski kelner stojący po drugiej stronie baru. Zauważył moje zdziwienie, nigdy nie piłem piwa z RPA i nie wiedziałem co wybrać. "Polecam Castle, najpopularniejsze piwo w RPA" dodał Zulus. Muzyka grała bardzo głośno, rytmy typowo afrykańskie, dobra muzyka, szkoda że nie znana w Polsce. Stukając rękoma, potrząsając głową, sprężyście tańczył do afrykańskich rytmów, bardzo naturalnie, niby zawodowy tancerz. Nikt z gości nie żałował sobie, większość osób była już poważnie wstawionych. "Nie wiem czy wiesz, za apartheidu, Murzyni nie mogli pić alkoholu, dlatego teraz chcemy to nadrobić", powiedział do mnie kelner.

Piwo Castle jest dużo łagodniejsze w smaku niż polskie piwa. Nie czuć go chmielem, ma lekko słodkawy smak, bardzo dobre do picia. Moim zdaniem, to najlepsze piwo jakie piłem. Nie chciałem pić za dużo, jutro z samego rana jadę na zwiedzanie kolejnych atrakcji RPA. "Dlaczego nie pijesz?" zapytał kelner. "Czy nie smakuje ci nasze lokalne piwo? Zobacz na innych, większość z nich ma samochody i muszą jeszcze dojechać do domu. W RPA jest taka tradycja, do baru jeździ się samochodem, bo taksówki mogą być niebezpieczne. Możesz zapłacić za dużo, bo w tutejszych taksówkach nie ma taksometrów. Uzgodniasz cenę wcześniej, ale kto będzie dyskutował z pijanym. Jutro z pewnością zobaczysz przewrócone słupy albo sygnalizację świetlną. Jest to dowód że dobrze się bawimy" dodał kelner.

W powietrzu unosił się łagodny zapach grilla, nazywanego tutaj "braai". Pieczenie mięsa jest starą afrykańską tradycją, nic dziwnego że dopracowano to do perfekcji. Jesteśmy w restauracji Shisa Nyama, Zulu określenie dla "pieczonego mięsa", w Umlazi, największej w Durbanie dzielnicy dla Murzynów. Najpierw były to sklepy mięsne, które w weekendy organizowały grilla i sprzedawały w ten sposób tanio pieczone mięso w czarnych osiedlach. W ten sposób sklepy zarabiały dodatkowe pieniądze, a społeczność zbierała się żeby pogadać przy dobrej muzyce. Takie murzyńskie townshipy są generalnie niebezpieczne w nocy, jeśli jesteś sam, możesz być napadnięty i okradziony. Ale tutaj, w Durbanie czuje się dziwnie bezpiecznie, wszyscy wokół są przyjaźni i uśmiechnięci i gościnni. Oferują piwo, zapraszają cię do tańca, albo oferują grilla z wołowiny, wieprzowiny lub baraniny. Zasada jest prosta i nierygorystyczna.

Możesz przynieść własny alkohol albo kupić na miejscu. Wybierasz i płacisz za mięso, które jest następnie pieczone dla Ciebie. Z ciekawości wybrałem kiełbasę w całej Afryce Południowej nazywaną boerewors. Jest to rodzaj wiejskiej kiełbasy (boere znaczy farmer), z mielonego mięsa wołowego, z baraniny lub wieprzowiny. Lekko solona, z dodatkami aromatycznych ziół, ostatnio pojawiły się nawet boereworsy z chili, z serem i innymi dodatkami. Doskonałe tłuste mięso jest soczyste i ma piękny, silny dymny smak. Większość zwierząt w RPA hodowanych jest tradycyjną metodą, pasą się w buszu, dzięki temu mięso smakuje jak w dawnych czasach. Durban to szalone miejsce, wielokulturowa mieszanka ludzi, którzy są mili i przyjaźni. W dużej mierze jest to ludność Zulu, druga bardzo liczna grupa etniczna to słynna społeczność indyjska. Obie te społeczności mieszkają obok białych. W rzeczywistości, ten subkontynent jest żywa tutaj: Hindusi i ich wpływy są wszędzie widoczne, na ulicach, na rynkach i w architekturze.

A jedzenie? Palące curry z Durbanu należały do moich ulubionych. Lokalne danie zwane "Bunny Chow" jest wyśmienite. W XIX wieku Hinduscy robotnicy zostali sprowadzeni do Durbanu przez Brytyjczyków do pracy na plantacjach trzciny cukrowej. Kiedy dobiegł końca apartheid 1994 roku, wszyscy zaczęli mieszkać razem, pracować razem. Choć apartheid jest nadal bolesnym wspomnieniem, młodsze pokolenia szczęśliwie mieszają się z ignorancją koloru skóry. Durban, kiedyś centrum wielkiego królestwa Zulu, obecnie jest największym miastem w prowincji Kwa Zulu-Natal, trzeci pod względem wielkości w Republice Południowej Afryki. Nie wygląda jak się tego spodziewałem, nie ma tutaj buszu ani pustyni, ani żadnego przedstawiciela Wielkiej Piątki. Zamiast tego panuje tutaj balsamiczny dzień, nawet w zimie, mile nakrapiane słońcem plaże, stada delfinów butlonosych w turkusowych wodach ciepłego Oceanu Indyjskiego, tak blisko brzegu można zobaczyć je z plaży, a krajobraz bogato usiany plantacjami trzciny cukrowej tubylczymi akacjami i drzewami marula.

Ciągnie się tam pas tandetnie wyglądających wieżowców - hoteli zwany Golden Mile, które ignoruję, ponieważ na północne i południowe plaże w pobliżu są piękne. Najruchliwszy i najdroższy port w Afryce Południowej, klinuje się ciężkimi statkami towarowymi, a przystań wokół Wilson's Wharf usiana jest białymi i niebieskimi żaglówkami, jachtami i kawiarniami. Podobnie jak ludzie, atmosfera w Durbanie jest spokojna i rozluźniona. Poznasz ich lepiej, zauważysz że nie mają oni słońcem nasączonej letargi, tak często spotykanej u ludzi szczęśliwie mieszkających w pobliżu plaży . Jeśli słońce świeci (co, na szczęście zdarza się w większości dni w roku), wszyscy są na powietrzu.

Surfing na falach czy żegluga o świcie, skateboardingu w dół wietrznej plaży, kajakarstwo, jazda na rowerze lub po prostu wędkowanie, oni zawsze znajdą zajęcie. Durban sprawia, że jest to cudownie też proste, z wieloma atrakcjami w zasięgu ręki. 123 km od Durbanu jest Karkloof Canopy Reserve, las w pasie mgły, gdzie można ślizgać się na linach 30 m ponad afrykańskim lasem. Każdy kocha ten sposób odpoczynku, nasz przewodnik Zulu powiedział nam że najstarszą osobą na Canopy Tours, była 90 letnia pani. Jak na złość dzisiaj padał deszcz, choć ślizgaliśmy się przez zimną, mokra mgłę, przegapiliśmy koczkodany i szmaragdowe kukułki kiedy mijaliśmy białe stinkwoods dominujące ten wspaniały , gęsty las

.

Pogoda Durbanu jest tak sportowa jak jego mieszkańcy, i szybko poprawiła się, więc wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Monumentalny stadion Moses Mabhida, zbudowany na 2010 r. Mundial, z najwyższą na świecie huśtawką. Tak, ktoś wpadł na pomysł żeby się 106 m w górę, kołysać się prosto w kierunku boiska stadionu bardzo szerokim łukiem 220m. Potem wyciągany jest na górę liną bezpieczeństwa. My zaczynamy wspinać się jedną ze ścian stadionu, 500 schodów wystarczy by odchudzić hipopotama. Jako powietrze staje się coraz rzadsze, zaczynasz dostrzegać barwną panoramę dookoła, plaża na rzut kamieniem od hotelu i mniejszy stadion obok, dom drużyny rugby – Sharks.


Okazje i nowinki do Twojej skrzynki